You are viewing wierszomania

Previous Entry | Next Entry

Sylvia Plath | Tatuś (Daddy)

Nie wiem, co myśleć o tym wierszu, chociaż wciąż do mnie wraca. Nie umiem nawet stwierdzić, czy uważam go za dobry (zalicza się go do najlepszych utworów Plath), ale czymś mnie uwodzi. Pierwsze podsumowujące słowo, jakie przychodzi mi na myśl… Tak, ten wiersz jest karkołomny. Karkołomny w pomyśle, odniesieniach, formie, emocjach. Tłumaczenie (Jana Rostworowskiego) zabija go, moim zdaniem, a na pewno odziera z melodii. Dlatego tekst angielski pojawia się jako pierwszy. Wiersz pochodzi z mojego ulubionego tomu Plath, Ariel. Po przeczytaniu proszę spojrzeć na dół na przypis biograficzny.




Daddy

You do not do, you do not do
Any more, black shoe
In which I have lived like a foot
For thirty years, poor and white,
Barely daring to breathe or Achoo.

Daddy, I have had to kill you.
You died before I had time –
Marble-heavy, a bag full of God,
Ghastly statue with one grey toe
Big as Frisco seal

And a head in the freakish Atlantic
Where it pours bean green over blue
In the waters off beautiful Nauset.
I used to pray to recover you.
Ach, du.

In the German tongue, in the Polish town
Scraped flat by the roller
Of wars, wars, wars.
But the name of the town is common.
My Polack friend

Says there are a dozen or two.
So I never could tell where you
Put your foot, your root,
I never could talk to you.
The tongue stuck in my jaw.

It stuck a barb wire snare.
Ich, ich, ich, ich,
I could hardly speak.
I thought every German was you.
And the language obscene

An engine, an engine
Chuffing me off like a Jew.
A Jew to Dachau, Auschwitz, Belsen.
I began to talk like a Jew.
I think I may well be a Jew.

The snows of the Tyrol, the clear beer of Vienna
Are not very pure or true.
With my gypsy ancestress and my weird luck
And my Taroc pack and my Taroc pack
I may be a bit of a Jew.

I have always been scared of you,
With your Luftwaffe, your gobbledygoo.
And your neat moustache
And your Aryan eye, bright blue.
Panzer-man, panzer-man, O You –

Not God but a swastika
So black no sky could squeak through.
Every woman adores a Fascist,
The boot in the face, the brute
Brute heart of a brute like you.

You stand at the blackboard, daddy,
In the picture I have of you,
A cleft in your chin instead of your foot
But no less a devil for that, no not
Any less the black man who

Bit my pretty red heart in two.
I was ten when they buried you.
At twenty I tried to die
And get back, back, back to you.
I thought even the bones would do.

But they pulled me out of the sack,
And they stuck me together with glue.
And then I knew what to do.
I made a model of you,
A man in black with a Meinkampf look

And a love of the rack and the screw.
And I said I do, I do.
So daddy, I’m finally through.
The black telephone’s off at the root,
The voices just can’t worm through.

If I’ve killed one man, I’ve killed two –
The vampire who said he was you
And drank my blood for a year,
Seven years, if you want to know.
Daddy, you can lie back now.

There’s a stake in your fat black heart
And the villagers never liked you.
They are dancing and stamping on you.
They always knew it was you.
Daddy, daddy, you bastard, I’m through.


Tatuś

Nie wystarczysz mi już, nie wystarczysz
Mi już, czarny bucie,
W którym mieszkać musiałam jak noga
Przez lat trzydzieści, blada i niezdrowa,
Ani odetchnąć, ani kichnąć sobie.

Tatusiu, i tak uśmierciłabym, cię.
Umarłeś, zanim zdążyłam –
Ciężki jak marmur, worek pełen Boga,
Koszmarna postać z jednym sinym kciukiem
U nogi, wielkim niby foka z Frisco,

Z głową w dziwacznych falach Atlantyku,
Gdzie fasolowa zieleń wpada w błękit lnu,
W wodach opodal przepięknego Nauset.
Z modlitwą o twój powrót kładłam się do snu.
Ach, du.

W niemieckiej mowie, w polskim mieście
Rozpłaszczonym przez walec
Wojen, wojen, wojen.
Ale miast o tej nazwie jest sporo.
Polaczek, mój przyjaciel,

Mówił, że ich tam mają tuzin albo dwa.
Więc nigdy nie odgadnę, w które właśnie ty
Zapuściłeś się nogą i zakorzeniłeś
I nie przemówię już nigdy do ciebie
Mową, która więźnie mi w ustach.

Bo wpadła w potrzask z kolczastego drutu.
Ich, ich, ich, ich
Więzło mi w gardle.
O każdym Niemcu myślałam: to ty.
A ich obleśny język

Niby parowóz, niby parowóz
Sapiąc wiozący mnie jak Żyda,
Żyda do Dachau, do Auschwitz, do Belsen.
I zaczęłam mówić jak Żyd.
Myślę, że mogłabym być Żydówką.

Czyste śniegi Tyrolu, jasne piwo wiedeńskie,
Coś to z bliska mniej czyste się wyda.
Z moją krwią półcygańską, z pieskim szczęściem bez oka,
Z talią kart do taroka, z talia kart do taroka
Może jestem przypadkiem od Żyda?

Zawsze byłam przerażona TOBĄ,
Z twą Luftwaffe, z indyczym bulgotem,
Z tym starannym wąsikiem,
Z jasnym okiem aryjskim.
Panzer-stworze, panzer-stworze, Ach Ty –

Nie Bóg, ale swastyka.
Że nieba ani widać zza jej czarnej mgły.
Każda kobieta uwielbia Faszystę,
Ciężar buta na sobie, brutalne,
Brutalne serce zwierza takiego jak ty.

Tatusiu, stoisz przy tablicy
I ten obrazek w pamięć mi się wrył,
Prawda, że z przedzieloną brodą, nie kopytem,
Ale przecież nie mniejszy szatan,
Ale nie mniejszy czarny zbir,

Który serduszko przegryzł mi na pół.
Miałam dziesięć lat, kiedy spuścili cię w dół.
Miałam dwadzieścia, kiedy próbowałam umrzeć
I dostać się z powrotem, z powrotem do ciebie,
Myślałam: nawet kości moje ci wystarczą.

Ale wyciągnęli mnie z dołu
I poskładali mnie i posklejali.
I już wtedy wiedziałam, co zrobię.
Stworzyłam sobie model ciebie,
Faceta w czerni Meinkampfu.

Z miłością do obcęgów i łamania kości.
I rzekłam: chcę, o chcę.
I teraz już, tatusiu, wiesz wszystko.
Czarny telefon przycięty u źródła
Już nie będzie sączył obcych głosów.

Za jednym razem obu was ubiłam,
Także wampira, który mówił, że jest tobą
I przez rok krew moją pił.
Przez całych siedem lat, gdybyś chciał wiedzieć.
A teraz już, tatusiu, połóż się do grobu

Z kołkiem w tłustym czarnym sercu;
I wioska jednej łzy nie uroniła.
Teraz tańczą i depczą po tym, czym byłeś ty,
Oni zawsze wiedzieli, że ten wampir to ty,
Tatusiu, ty parszywcu, teraz już skończyłam.


* Mały przypis biograficzny: ojciec Plath był Niemcem i pochodził z Grabowa, wyemigrował jednak do Stanów na długo przed wybuchem II wojny światowej i tam poślubił młodszą od siebie o ponad dwadzieścia lat, urodzoną już w Ameryce Austriaczkę z pochodzenia. Sylvia urodziła się w 1932, a Otto Plath zmarł w 1940 wskutek komplikacji związanych z cukrzycą. Był uznanym profesorem zoologii i specjalistą od pszczół. Jeżeli natomiast chodzi o próby samobójcze - Plath miała ich za sobą kilka, ostatnią podjęła w wieku lat trzydziestu; okazała się udana.

Comments

( 12 comments — Leave a comment )
novin_ha
May. 10th, 2008 06:36 pm (UTC)
*_______________________*

I co ja mam więcej powiedzieć? Ten wiersz ma w sobie tyle... uderzeń. On smaga. I jest taki malutki (mimo długości) taki ściśnięty melodią tych długich "u".

Nawet nie czytam tłumaczenia.

Ojej. Dobre.
zaleszczotek
May. 11th, 2008 07:44 pm (UTC)
O, rozumiemy podobnie te "u"! I już nie czytaj tłumaczenia.
A wiersz zawsze zostawia mnie z *_______* i wrażeniem karkołomności, o którym pisałam we wstępie.
sa_da_ko
May. 10th, 2008 08:01 pm (UTC)
O rany.
Tak, jak napisała Novinha, ten wiersz smaga. I ojej.
(I tak, to jest szczyt mojej elokwencji w tym temacie)

I strasznie, strasznie żałuję, że nie znam angielskiego na tyle, żeby czytać poezję po angielsku (tzn. przeczytałam, ale musiałam przeczytać też tłumaczenie...)
zaleszczotek
May. 11th, 2008 07:46 pm (UTC)
(I tak, to jest szczyt mojej elokwencji w tym temacie)
To chyba też cecha samego wiersza :)

Mój angielski uległ zdecydowanej poprawie właśnie wskutek umiłowania do anglojęzycznej poezji i niezbyt dobrego zdania na temat dostępnych jej tłumaczeń (oraz dzięki fanfikom potterowskim, trzeba im oddać sprawiedliwość).
sa_da_ko
May. 11th, 2008 07:56 pm (UTC)
Hm, ja na razie jestem na etapie fanfików (aczkolwiek teraz już raczej SPNowych i BSGowych ;)). Ale skoro mówisz, że w ten sposób też się można uczyć...
zaleszczotek
May. 11th, 2008 09:30 pm (UTC)
Od poezji i fanfików samodzielnie doszłam do czytania książek i literatury naukowej na studia, na przykład, więc wszystko jest możliwe ;)
kaatis
May. 10th, 2008 09:10 pm (UTC)
Ok, ja chyba nie rozumiem.
Nigdy nie przepadałam za długimi wierszami, bo nie umiałam ich ogarnąć.
novin_ha
May. 11th, 2008 07:52 pm (UTC)
Wiersz nie ma znaczyć, on ma być ;)

Ja nie wiem, czy ten wiersz rozumiem. Ale... czuję.
kaatis
May. 11th, 2008 07:58 pm (UTC)
W takim wypadku faktycznie, smaga.
A;e nie niesie większych refleksy. Albo moje płaszczyzny odbioru są zbyt ubogie ;)
zaleszczotek
May. 11th, 2008 09:21 pm (UTC)
Mnie ten wiersz też smaga i trudno mi napisać od ręki własną interpretację. Może naskrobiesz, co z niego wyniosłaś, a co pozostaje niezrozumiałe, a ja spróbuję podyskutować?
psia_gwiazda
May. 12th, 2008 04:50 pm (UTC)
I zaczęłam mówić jak Żyd.
Myślę, że mogłabym być Żydówką.

To śmieszne, jak nie zmieniają się ludzkie przekonania. Ja też jestem - na swój sposób Żydówką. Tylko że z szarymi oczami i włosami koloru blond.

Straszliwie gorzkie. A mimo wszystko nie można przestać czytać.
just_like_hell
May. 18th, 2011 06:55 pm (UTC)
trafiłam tutaj dzięki google. Chciałam powiedzieć, że ten wiersz jest piękny i straszny zarazem. Jest obrazem kobiety w głębokiej depresji, rozpaczy spowodowanej tym, że nigdy nie udało jej się nawiązać kontaktu z ojcem. A chyba wiadomo kto jest wampirem - jej mąż. Wzięła męża jak ojca, emocjonalnie oddalonego,wymagającego i surowego. Ten wiersz maluje obraz rozpaczy w jaką wpadła po rozwodzie. To naprawdę poruszające.
( 12 comments — Leave a comment )

Profile

kartkowanie
wierszomania
polskie community dla fanów poezji

Latest Month

February 2012
S M T W T F S
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
26272829   

Tags

Powered by LiveJournal.com
Designed by Lilia Ahner